Select Language

czwartek, 15 października 2015

Jesień u stóp Śnieżnych Kotłów w Karkonoszach

Co byście zrobili gdyby na południu Niemiec zaczął psuć wam się samochód, w Pradze nie dał się w ogóle odpalić, a po 3h kombinacji jednak ruszył i ciemną nocą ledwie dotarł do Polski?

Po całym dniu paniki na autostradzie i zastanawiania się czy będą nas ściągać, czy nie dojechaliśmy do Harrachova. Przekraczając granicę sypiącym się Cinquecento wylądowaliśmy o 23:00 w Szklarskiej Porębie. Postanowiliśmy się zatrzymać tu na noc, bo baliśmy się, że nam samochód stanie gdzieś w nocy na amen. Ranek w pierwszym lepszym pensjonaciku powitał nas październikowym chłodem, ale stwierdziliśmy, że musimy wykorzystać okazję i ruszyliśmy na krótki szlak w góry.

A jesień w Karkonoszach jest naprawdę piękna i dorównuje tej bieszczadzkiej:-)

Nie mając mapy weszliśmy ścieżką pod wyciągiem i odbiliśmy w stronę schroniska pod Łabskim Szczytem. Jest to najstarsze karkonoskie schronisko położone 1168 m n.p.m. Ale nie zagrzaliśmy tu miejsca, a jedynie zerknęliśmy na układ szlaków i już wiedzieliśmy gdzie idziemy dalej. Z żółtego szlaku skręciliśmy na zielony podążając Ścieżką nad reglami przez Śnieżne Stawki (małe bezodpływowe jeziorka na dnie polodowcowego kotła).

Chwilę później oczom naszym ukazały się widoki nie z tej ziemi.  Wielki Szyszak ma 1509 m n.p.m. i jest drugim co do wysokości szczytem w Karkonoszach. Nie prowadzi samą górę żaden oznakowany szlak, a przez jego grzbiet przebiega polsko-czeska granica. I tu po raz kolejny zmieniamy kolor szlaku i ruszamy na coś, o czym słyszał każdy miłośnik Sudetów - Śnieżne Kotły! 
 Co to właściwie za miejsce? Są to dwa ogromne polodowcowe kotły, przypominające ogromne dziury, których pionowe skały dochodzą do 200 m wysokości! Górna krawędź Dużego Kotła położona jest na wysokości 1490 m n.p.m. Mały kocioł jest niższy, ale głębszy. Oba stanowią rezerwat ścisły Karkonoskiego Parku Narodowego.
 Nad Śnieżnymi Kotłami znajdują się tzw. skałki Czarcia Ambona - punkt widokowy na dno kotłów, obok jest budynek stacji przekaźnikowej RTV. Co do pięknych widoków - muszę uwierzyć na słowo, bo wchodząc na górę kotłów zastała nas mgła, która mocno ograniczała widoczność. Ledwie dostrzegliśmy tę stację RTV stojąc kilkanaście metrów od niej, a chwilę później zaczął padać deszcz. Zrezygnowaliśmy więc ze wspinaczki na Łabski Szczyt, zahaczyliśmy jedynie o jego zbocze i zawróciliśmy w kierunku schroniska.
 A im niżej tym widoczność lepsza:) Spokojnym marszem wróciliśmy do Szklarskiej na późny obiad i nie pamiętam nazwy restauracji, ale zjedliśmy największe porcje obiadu jakie w życiu widziałam!
Na samym dole trasa jaką przeszliśmy - warto kliknąć na mapę.
Aaa, samochód. Odpalił bez kłopotów! Ruszyliśmy więc na Mazowsze i dojechaliśmy do Kozienic, gdzie finalnie auto kaputt!! Do Warszawy dotarliśmy pożyczonym od taty samochodem. Tu zakończył się ostatni etap naszej podróży poślubnej:-) Przyczyną usterki okazał się przepalony kabel od masy czy jakoś tak. Taka głupota, a tyle stresu!

Przebieg trasy:




A więcej o Karkonoszach pisałam tu:


2 komentarze: