Select Language

środa, 10 maja 2017

Jaskinia Punkvy i Przepaść Macocha - na wodzie i nad ziemią

Majówka to idealny czas na pierwsze w sezonie dłuższe wypady w plener. Dłuższe dni, teoretycznie cieplejsze, zachęcają do wypadów za miasto. W tym roku jednak prognozy majówkowe nie napawały optymizmem, zatem wymyśliliśmy miejsce, które można zwiedzać bez względu na panującą aurę.
Morawski Kras to obszar krajobrazowy w Czechach, na którym występuje wiele jaskiń. My szczególnie nakręciliśmy się na Jaskinię Punkvy (Punkevní jeskyně) ze względu na pewną atrakcję, którą obiecaliśmy małemu Włóczykijowi.

Aby dostać się do jaskini należy wcześniej zrobić rezerwację. Małe są szanse by wejść tam "z marszu". Autko można zostawić na parkingu w Skalnym Młynie (Skalní Mlýn), tu też w punkcie informacji płacimy za bilety i spacerem, wzdłuż rzeczki Punkvy ruszamy trasą ok. 2 km do wejścia. Trasa jest miła i lekka. Nie prowadzi w górę, nie warto dopłacać za dojazd pociągiem na kółkach pod same drzwi. Młody dzierżąc znalezionego kija idzie samodzielnie, a my podziwiamy otaczającą nas soczystą wiosenną zieleń. Spacer mija jak z bicza strzelił, mamy jeszcze spory zapas czasu. Nie radzę się spóźnić na swoje wejście; nie zostaniecie wpuszczeni jeśli spóźnicie się kilka minut, a grupa wejdzie już do środka. Spijamy ostatni łyk gorącej herbaty, ubieramy się w kurtki (wewnątrz jaskini 8 stopni Celsjusza) i w drogę.
Etap pierwszy to wędrówka poprzez suche komnaty jaskini. Początkowo mijamy przednią salą, której wejście strzeże największy stalaktyt jaskini - Strażnik.  Niesamowite jest odbicie lustrzane nacieków w jeziorku, zwanym nie bez powodu - Zwierciadlanym. Wędrując korytarzami zadzieramy wysoko głowy zachwycając się zwisającymi z góry stalaktytami, a od dołu rosnącymi stalagmitami. Adaś ma okazję zobaczyć wszystko to, o czym jeszcze tak niedawno czytałam mu w książce. Stalaktyty i stalagmity bezbłędnie rozróżnia, ba, wie nawet co to stalagnat!
W pewnej chwili dno jaskini opada  do tylnej katedry, a stąd dostajemy się za chwilę na dno przepaści Macocha. Sama nie wiem gdzie widok jest bardziej spektakularny - tu, na dnie, czy wewnątrz jaskini. Na dnie przepaści dodatkową ozdobą jest jeziorko, które zasila rzeka Punkva.
I tu zaczyna się niespodzianka - zebrana grupa wsiada na elektryczną łódkę, która od tej pory będzie naszym głównym środkiem transportu. Jest cicho, ciemno i lekko kołysze. Czeski "flisak" informuje nas co chwilę o głębokości wody jaką mamy pod sobą. Głębokość waha się od 1 metra...do nawet 40 metrów. Woda jest przy tym tak krystaliczna, że trudno uwierzyć, że jest tak głęboko. Płynie się powoli. Próbuję robić zdjęcia, ale jest to trochę niebezpieczne. Co chwila trzeba odchylać się to w lewą, to w prawą stronę by nie uderzyć głową o wystające zewsząd skały. Zalane korytarze są naprawdę wąskie i czasem bardzo niskie. 
Po chwili dobijamy do niewielkiej przystani, lekko zdziwieni, że to już koniec. Okazuje się, że to tylko przystanek. Wysiadamy z łódek i udajemy się do Sali Masaryka - chyba najpiękniejszego miejsca wewnątrz jaskini. Pilnujemy młodego żeby niczego nie dotykał. Zniszczyć stalagmit rosnący kilkaset lat to byłaby wielka katastrofa (oraz bolesna strata finansowa). Niestety przewodniczka cały czas goni jak szalona, więc wracamy na łodzie by po krótkiej chwili wypłynąć na zewnątrz i zakończyć spływ.

Ale uwaga...to nie koniec atrakcji. Byliśmy na dnie przepaści, ale jak wygląda ona z góry? Odpowiedź za chwilę. Kilkanaście metrów za głównym wejściem do jaskini jest kolejka linowa, którą możemy dostać się na szczyt przepaści. Czy warto? No pewnie. Choć z dołu wygląda imponująco to dopiero z góry można dostrzec jej ogrom. Wielka dziura, głęboka na ponad 138 metrów jest największą przepaścią tego rodzaju w środkowej Europie. Jej górna część ma 174 metry długości oraz 76 metrów szerokości. Na skraju przepaści są dwa widokowe mostki: górny i dolny. Warto przejść się na oba.
  
 Nazwa przepaści związana jest z legendą o złej macosze, która próbowała zrzucić ze skały swego pasierba, aby jego majątek mógł przejąć jej własny syn. Chłopak, spadając uczepił się gałęzi i przeżył. W pobliskiej wsi rozeszła się wieść o jej haniebnym czynie, okryta hańbą macocha skoczyła więc w przepaść.

Ale to nie legenda, lecz natura przyciąga tu turystów. Z góry przepaści można dojść pieszo szlakiem do parkingu w Skalnym Młynie, lub zjechać z powrotem kolejką i zejść drogą wzdłuż rzeki Punkvy.
 I jeszcze jedna informacja - przy bardzo wysokim stanie Punkvy zwiedzanie jaskini jest skrócone, nie ma wtedy możliwości przepłynięcia łodzią całej trasy. Ale to chyba rzadko ma miejsce, bo my zwiedzaliśmy jaskinię w trakcie największych ulew i alarmów powodziowych (przełom kwietnia i maja) i udało nam się pokonać łodzią całą trasę. Przy krótszej trasie bilet jest odrobinę tańszy:-)






2 komentarze:

  1. Jakbym cofnęła się w czasie... Nasza zeszłoroczna majówka to właśnie Morawski Kras i czeskie jaskinie w roli głównej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Ja odkryłam ten region niedawno. Mam nadzieję na więcej jaskiń za jakiś czas.

      Usuń