Select Language

poniedziałek, 9 lutego 2015

Muzeum Powstania Warszawskiego

Przez kilka lat mieszkaliśmy w Warszawie. Z rozrzewnieniem wspominamy wynajętą kawalerkę na Muranowie przy ul. Nowolipki, przysłowiowy rzut beretem do wielu miejsc, w których rozgrywało się piekło II wojny światowej. Podczas wojny ulica ta była włączona do warszawskiego getta,  a w trakcie powstania w getcie zabudowania zostały zburzone. Ocalał jedynie kościół pw. Świętego Augustyna, który mijałam 2x dziennie. Niedaleko naszego mieszkania mieścił się legendarny Pawiak, gdzie katowani byli więźniowie polityczni; w drodze na tramwaj mijałam wmurowane w chodnik tablice z informacjami, że tu znajdował się mur getta. Historia była więc na wyciągnięcie ręki.
 Aby chłonąć ją szybciej często odwiedzaliśmy Muzeum Powstania Warszawskiego przy ul. Grzybowskiej. Ostatni raz wybraliśmy się w styczniu, całą rodziną, bo nasze dziecko od jakiegoś czasu zadaje pytania dotyczące wojny w Warszawie. Ponadto uznaliśmy, że jest na tyle duży aby częściowo zrozumieć co tak naprawdę działo się w mieście, jak wielką nadzieję i wiarę mieli Polacy, którzy 1 sierpnia 1944 postanowili rozpocząć powstanie, które dla niektórych z góry skazane było na porażkę.


Wchodząc do muzeum pierwsza rzecz, na którą zwrócimy uwagę to tzw. bijące serce muzeum - ogromy monument, w którym zamknięte są odgłosy walczącej stolicy. Przykładamy ucho do dziur po kulach i słyszymy strzały, krzyki, pieśni....od razu cofamy się w czasie do 1944 roku.

Biorąc słuchawkę przedwojennego telefonu słuchamy prawdziwych historii powstańców. Mnie zawsze wzrusza taka betonowa studnia, w której zamieszczony jest ekran i wyświetlany jest film, bardzo drastyczny, pokazujący całe okrucieństwo i bezwzględność wroga.
 Dzieciaki zaglądają przez lornetki i oglądają powstańcze zdjęcia. A obok nas stoją oryginalne fragmenty gzymsów z Zamku Królewskiego z przełomu XVII i XIX wieku.
 

 Mury pokryte są tu obwieszczeniami i odezwami. Ja je czytam i naprawdę się czuję jakbym była żywym świadkiem tamtych czasów
 
 
 Gdzieniegdzie wiszą tablice z kartkami z kalendarza. Możemy je zrywać do woli aby przeczytać co działo się w danym dniu powstania. Z bliska możemy tez obejrzeć maszynę drukarską, na której drukowane były tajne wydawnictwa, powstańcze publikacje i gazety wydawane przez państwo podziemne.
Zachowało się wiele opasek, które z dumą nosili powstańcy. Odnalazłam opaskę gen. Antoniego Chruściela, dowódcy warszawskiego korpusu AK. Na pietrze znajduje się moja ulubiona część muzeum.
 Pierwszy raz obejrzeliśmy Miasto Ruin. Ten film wykonany w technologii stereoskopowej (3d) przenosi nas do wojennej rzeczywistości. Lecimy nad zburzoną Warszawą w 1945 roku, próbując rozpoznać chociaż jedno znane nam obecnie miejsce. Bezskutecznie. Wychodząc z kina mamy dreszcze. Wrażenie niesamowite, Adaś zadaje milion pytań co się stało, że miasto praktycznie przestało istnieć. Przed wojną Warszawa liczyła 1 300 000 mieszkańców, pod koniec wojny w jej ruinach przebywało ok. 1 000 osób (m.in. Władysław Szpilman - obejrzyjcie "Pianistę"). A nad nami ogromna replika Liberatora. Wystawy w tym miejscu po święcone są alianckim zrzutom.

Wczuwamy się w powstańców. Wchodzimy do kanałów, jakże suchych i czystych, ale dających pole wyobraźni. Jest ciemno, zimno, słychać odgłosy sączącej się wody. Nawet nie próbowaliśmy wyobrażać sobie jak ludzie przemieszczali się ciemnymi, wąskimi tunelami pod miastem, niejednokrotnie zalewani wodą i zaskakiwani przez Niemców, którzy czyhali przy włazach z psami i bronią. Adaś idzie z Łukaszem i widać, że jest w nim niepokój.

Ja natomiast udaję się do pomieszczenia poświęconego powstańczej poczcie. Mimo walk i terroru ludzie się bardzo o siebie troszczą, wyznają miłość, jakby mieli się już nigdy nie spotkać, jakby dzisiaj był ostatni dzień ich życia. Wzruszające momenty....i wszystko ocenzurowane. A w pomieszczeniu obok - oryginalne protokoły z ekshumacji zwłok. Oszczędzę szczegółów jak wyglądali ludzie znalezieni np. w dziurze po bombie. Polecam ludziom o mocnych nerwach.
Sporo czasu spędzamy w miejscu pamięci na I piętrze, gdzie patrzą na nas zwykli ludzie, uśmiechnięci, którzy zostali wciągnięci w horror powstania. Wielu z nich poległo w walce, wielu zupełnie przypadkowo. Ciała grzebane były wszędzie - w przydomowych ogródkach, na chodnikach, a nawet w gruzach zrujnowanych budynków. 

Na terenie muzeum działają 2 niewielkie sale kinowe, w których wyświetlane są filmy zmontowane z archiwalnych materiałów.

Są także eksponaty w postaci broni i pojazdów militarnych, m.in. mina samobieżna - goliat
Dzisiejszą lekcję historii kończymy na parterze, w sali Małego Powstańca. Pomnik ten jest wierną kopią pomnika stojącego na murach warszawskiej starówki. Tu ekspozycja przeznaczona jest w 100% dla dzieci. Adaś w skupieniu (o dziwo!) słuchał opowieści kilkuletniego chłopca, który opowiadał o ukrywaniu się w piwnicy, spadających na jego podwórkach bomby. Można tu zorganizować zajęcia dla dzieci, można też zostawić dziecko pod opieką pracowników muzeum, można usiąść i zbudować z dzieckiem barykadę.

 Zakończyliśmy ponad 2h spacer w przeszłości, przeżyliśmy 63 dni powstania warszawskiego, a po wyjściu doszliśmy do wniosku, że jesteśmy szczęśliwi żyjąc w wolnym kraju.

Po więcej informacji odsyłam na STRONĘ MUZEUM
W niedzielę muzeum można zwiedzać bez opłat, polecam być od razu po otwarciu, godzinę później do końca dnia jest tam multum ludzi. A takie miejsca należy zwiedzać w skupieniu.


1 komentarz:

  1. A ja jeszcze polecam napić się kawy w klimatycznej kafejce na piętrze :)

    OdpowiedzUsuń