Początek września nie rozpieszczał nas pogodą, ale po kilku deszczowych dniach w końcu przyszło wymarzone słońce. Od dawna mieliśmy chrapkę na Beskidy. Aby zachęcić naszego 3,5 latka do górskich wojaży obiecaliśmy mu, że najbliższą noc spędzi w górskiej chatce, która stoi bardzo, bardzo wysoko w górach. Spakowaliśmy plecaki w Korbielowie na parkingu i zaczęliśmy wspinać się żółtym szlakiem w kierunku Hali Miziowej. Mapa mówiła 1h30min, znaki 2h. Ludki polecali nam ten szlak ze względu na dziecko, mówili, że 1/3 drogi pokonuje się po asfalcie, co szybko okazało się bzdurą. Asfalt skończył się po 200-300 m, a zaczęła się prawdziwa górska droga - płynące strumyki pod stopami, drewniane kładki, skoki po mokrych kamieniach i niełatwa droga na szczyt przez las.
Adaśko po godzinie zaczął marudzić, częste przystanki pozwoliły po 2h 30min wejść na Halę Miziową. Po drodze prawie zero widoków, szliśmy cały czas lasem - może to i dobrze, bo nie przepadam za ostrym słońcem na wejściu.W schronisku godzinny odpoczynek na coś do jedzenia i regenerację i postanawiamy, że na Pilsko wejdziemy jeszcze dziś póki ładna pogoda i dobre chęci:) Ruszamy zatem po żółtych znakach, które mówią, że jeszcze 30 min wspinaczki przed nami.
Najpierw dokoła zboczem góry, potem przedzierając się przez kosodrzewinę
i pożerając jagody (jest ich jeszcze mnóstwo!) widzimy, że im wyżej tym
pogoda coraz mniej wyraźna. Gdy dochodzimy na polski (niższy)
wierzchołek Pilska - Górę Pięciu Kopców na wysokość 1542 m n.p.m. pogoda
załamuje się. Widoczność spada nam do kilkunastu metrów, wieje bardzo
mocno, jest zimno. Zakładamy polary, kurtki i wszystko co ze sobą mamy.
Adasiek mówi, że nie może oddychać przez ten wiatr, więc podejmujemy
decyzję o zejściu do schroniska. Zawracamy mając zaledwie 10 minut do
głównego wierzchołka po słowackiej stronie. Zabrakło nam ostatnich 15
metrów, ale nie chcieliśmy na siłę pchać dziecka w tę pogodową zawieruchę, nie
mając pewności czy za chwilę nie zacznie się ulewa. Do schroniska schodzimy innym, czarnym szlakiem i odwracamy się co chwilę z nadzieją, że te chmury jednak przegonił wiatr, ale droga na szczyt wciąż wygląda tak:
A kilkanaście minut pózniej, na stromej ścieżce w kierunku schroniska mamy już takie widoki:
Rankiem kolejnego dnia spoglądamy ostatni raz w kierunku błękitnego nieba nad Pilskiem i zaczynamy schodzić. Robimy ostatnie fotki pod schroniskiem i schodzimy, tym razem na rozwidleniu wybieramy szlak zielony do Korbielowa, żeby nie wracać tą samą drogą, którą tu przyszliśmy. W górach jeszcze piękne lato.
Od samego rana mamy przepiękne widoki na Babią Górę. Żałuję bardzo, że nie zobaczyliśmy ani Tatr, ani Małej Fatry ze szczytu Pilska.Wybór zielonego szlaku to strzał w 10-kę. Mało lasu, droga przez Polanę Walacową, trawy i widoki. I utwierdzam się, w przekonaniu, że królowa jest tylko jedna:-) Oto i ona:
A dla zainteresowanych zamieszczam przebieg całej naszej trasy - kliknij na ikonkę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz