Select Language

czwartek, 20 sierpnia 2015

Stegna - polski sposób na nadmorski wypoczynek

Lato 2015!
Adaś miał obiecane od dawna kilka dni nad morzem, więc musieliśmy spełnić daną mu obietnicę. Na 3 dni wybraliśmy się do Stegny pod namiot.

Były to wyjątkowe 3 dni -  nasz syn zaliczył pierwszy w życiu prawdziwy biwak.

Jadąc do Stegny spotkała nas ciekawa atrakcja - w miejscowości Rybina na Żuławach podziwialiśmy podnoszenie i opuszczanie mostu zwodzonego na rzece Szkarpawie, podczas gdy kanałem przepływała niewielka łódź.

Chwilę później dotarliśmy do Stegny, gdzie nasz mini namiot rozbiliśmy na campingu przy samym morzu i od razu ruszyliśmy na plażę. Szkoda było by nie wykorzystać pięknego ciepłego popołudnia. Nie muszę mówić o radości i euforii . Bawiliśmy się przednio przez te kilka dni skacząc przez fale, budując zamki, łapiąc meduzy itp. Plażowy standard, nic oryginalnego.
Sama Stegna leży nad Zatoką Gdańską, tuż przy Mierzei Wiślanej i liczy sobie nieco ponad 2000 mieszkańców. Z centrum wsi na plażę trzeba zaliczyć około 2-kilometrowy spacerowy przez las lub, jak kto woli, podjechać melexem, którego łapiemy z każdego bardziej tłumnego miejsca (przejazd 3 zł). Działają tu 2 spore pola namiotowe, z dostępnymi prysznicami, stanowiskami do zmywania naczyń itp.
 
Adam na campingu? Oczywiście! To namiotowe dziecko. Pod koniec dnia był tak padnięty, że po kąpieli i kolacji padał i spał do rana.Ostatniej nocy nawet nie obudził się gdy waliły pioruny i lał deszcz.

Polak na campingu? Już nie tak fajnie. Nie mówię, że było źle, ale szału nie ma. Oprócz mnóstwa rodzin z dziećmi, które grzecznie spały już ok. 23:00 mieliśmy okazję poobserować innych ludzi, bez dzieci. I niech mi ktoś powie, że to dzieci są uporczywe! Spora część ludzi imprezowała do późnych godzin nocnych zakłócając spokój wszystkim dookoła. Upominani przez innych o zachowanie ciszy odpowiadali tylko " jesteśmy przecież na wakacjach". Pod namiotami walały się butelki po alkoholu, śmieci, niedopalone grille.Całe szczęście nasi pobliscy imprezowicze wynieśli się po pierwszej nocy i odtąd było już ok.

A plaża? Statystyczny Kowalski zaczyna plażowanie ok. 10:00, idzie tu gdzie tłum, a pierwszy słyszalny dźwięk to otwieranie puszki z piwem za parawanem. Po pierwszych chwilach takiego plażowania blisko campingu spakowaliśmy manatki i poszliśmy z 1,5 km w bok, jak najdalej od głównego wejścia. Pierwsze wejście na wydmy - kiepski widok. Śmieci i smród! Bo kto płaciłby za wejście do WC na plaży?! Można iść na wydmę i zostawić po sobie syf. Bo wydma jest wszystkich. Ktoś posprząta. Ale im dalej szliśmy tym lepiej, czyściej i ciszej. Szkoda tylko, że ludzie nie mają szacunku do czegoś co jest dobrem nas wszystkich.

Nawet spodobało mi się plażowanie:-) Synuś przez 3 dni produkował beton i bawił się najlepiej z naszej trójki. Mnie nieco nudzi takie siedzenie na plaży, wolę nieco aktywniejszą formę spędzania wolnego czasu.Reasumując ten 3-dniowy pobyt bilans przeżyć jednak wychodzi na plus:) A przecież o to chodzi by cieszyć się tym wolnym czasem.

2 komentarze:

  1. Polskie morze jest najpiękniejsze ze wszystkich. Od dziecka jeździłam co roku. I teraz zamierzam dzieciaki też tak wozić. Niestety camping odpada, chyba że mężowi wynajmiemy osobno pokój. (Boi się pająków:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, a wystarczy namiot z moskitierą i nic nie wlezie:-)
    Ale zgadzam się, że Bałtyk ma swój urok!

    OdpowiedzUsuń